wtorek, 11 września 2012

EYES WIDE SHUT

- Wstawaj śpiochu ! - krzyczała Ama . - Przed nami dużo rzeczy do zrobienia !
Przetarłam oczy i usiadłam na łóżku . Pomimo tego , że na dworze nie było słońca i wiał wiatr , to nic nie zdołało popsuć nam tego dnia . Uśmiechnęłam się i uściskałam Amę na "dzień dobry" . Razem poszłyśmy po śniadanie . Kiedy zjadłyśmy , zabrałyśmy się za ubieranie . Nastawiłyśmy radiu na cały regulator i otwarłyśmy szafę . W ruch poszły wszystkie nasze ubrania .
Kiedy byłyśmy już gotowe , ja wyglądałam tak : www.ubiore.pl/style/95012 . Dodatkowo zrobiłam sobie delikatny makijaż i wyprostowałam włosy . Ama prezentowała się równie efektownie : www.ubiore.pl/style/94737 . Delikatnie się wymalowała , a włosy związała w wysoki prosty kucyk .
Pakowanie reszty ubrań zajęło nam dodatkową godzinę .
Kiedy wszyscy zebrali się w recepcji o umówionej godzinie , zauważyliśmy , że brakuje naszego opiekuna .
- O co chodzi ? - zapytał Daniel i razem z resztą chłopaków zaczął go szukać . Trwało to dłuższą chwilę i wszystkie bałyśmy się , że nie zdążymy na samolot . Nie chciałyśmy jednak , żeby nasze obawy potwierdziły się .
Gdy pan Smith odnalazł się , był w okropnym stanie : jego twarz postarzała go co najmniej o 10 lat , a ubranie było poplamione i wymięte . Na dodatek czuł się źle i bardzo słabo .
Wszyscy zaniemówiliśmy na jego widok .
- Yyyyyyyy ... - zaczęła Ama . - Więc ... co robimy ? - zapytała .
- Nic - odpowiedziałam i wzięłam do ręki walizkę . - Musimy dotrzeć na ten samolot .
Wszyscy byli zgodni . Nie tracąc czasu pozbieraliśmy wszystkie swoje rzeczy i ruszyliśmy na lotnisko .
Z powodu dużego natężenia ruchu ulicznego o tej godzinie nasza podróż trwała ponad godzinę .
Kiedy znaleźliśmy się wreszcie na lotnisku , zegar wskazywał 13:26 . Zostały tylko 4 minuty do odlotu samolotu !!!
W popłochu pobiegliśmy do punktu odprawy lotniczej .
- Przykro nam - poinformowała nas sympatyczna kobieta i uśmiechnęła się na pocieszenie .
- Co w takim razie możemy zrobić ? - zapytał pan Smith , który doszedł do siebie w drodze na lotnisko .
- Pozostaje nam tylko umieścić państwa w następnym samolocie - powiedziała kobieta z wymuszoną uprzejmością . Miało się wrażenie , jakby kobieta kpiła z naszego spóźnienia i dodatkowo z premedytacją nie pomogła nam znaleźć się na pokładzie odlatującego samolotu .
- O której godzinie odlatuje następny samolot ? - zapytał spanikowany pan Smith .
- O 17:18 , czyli za 4 godziny - powiedziała stewardessa i ostatni raz obdarzyła nas uśmiechem . - Przykro mi - dodała i odeszła .
Zrezygnowani udaliśmy się w kierunku okien . Lustrując rzędy szarych krzeseł , z których obić wychodziła stara żółta pianka , obserwowaliśmy samoloty . Między innymi nasz . Samolot , którym mieliśmy dolecieć na miejsce o umówionej godzinie . Teraz zostało nam tylko czekać .
Zauważywszy kilka wolnych miejsc , udaliśmy się w ich kierunku . Byliśmy zmęczeni ciągłymi podróżami , a kolejne oczekiwanie nie budziło w nas entuzjazmu .
Słaba i senna usiadłam na jednym z krzeseł . Postawiłam torbę na podręcznej walizce i zajęłam się przekopywaniem jej wnętrza w poszukiwaniu telefonu . Następnie przewinęłam na ekranie listę kontaktów i wyszukałam numer mamy .
Dawno z nią nie rozmawiałam - pomyślałam .
Serce zaczęło bić mi szybciej , gdy czekałam na połączenie . W domu jest duża różnica czasu , lecz w takiej sytuacji za wszelką cenę chciałam usłyszeć spokojny głos mamy .
Kiedy mama wreszcie zgłasza się w słuchawce , serce zatrzymuje się na chwilę , a płuca odmawiają posłuszeństwa .
- Nie zdążyłam na samolot - powiedziałam sennym głosem . Łzy zebrały się pod powiekami , lecz nie chciałam pokazać tego wszystkim , a przede wszystkim mamie .
- Co ? - zapytała mama . Słyszałam jej przyspieszony oddech i głośne bicie serca .
Westchnęłam i powtórzyłam :
- Nie zdążyłam na samolot .
Po drugiej stronie słuchawki zapadła cisza . Trwała ona kilkanaście sekund , lecz dla mnie była dłuuuuuuuuuuuuuuuuuugą przepaścią , dzielącą mnie i mamę .
- Jesteś tam ? - zapytałam , oczekując odpowiedzi .
- tak , tak - odpowiedziała . - Co teraz ?
- Nic - odpowiedziałam i wzruszyłam ramionami . - Lecimy następnym . Za 4 godziny .
Usłyszałam westchnięcie . Pomyślałam , że mamie spadł ogromny kamień z serca .
- To dobrze - odpowiedziała ze słyszalnie weselszym głosem . - A myślałam , że ... - nie dokończyła .
- Wiem , ja też , mamo - powiedziałam . - Wszystko będzie dobrze , zobaczysz . - zapewniałam ją , a sama nie wiedziałam , co będzie dalej .
- Jasne , ja to wiem - odpowiedziała . - Zadzwoń , jak już będziesz wiedzieć . Kocham cię ♥ - powiedziała i cmoknęła do słuchawki .
- Dobrze - odpowiedziałam . - Ja ciebie też , mamo . - zakończyłam i się rozłączyłam .
Schowałam telefon do torby i popatrzyłam na resztę .
- Co teraz ? - zapytałam .
Nikt nic nie wiedział . Wszystkie plany legły w gruzach .
Mam nadzieję , że wszystko się ułoży ... - pomyślałam .
Pozostało nam już tylko czekanie .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz